Cześć Wam!
Dziewczyna kupiła jakiś miesiąc temu aparat Sony A330, używany, na OLX. Sprzedająca napisała, iż aparat jest sprawny za wyjątkiem pokrętła przesłony, które "czasem" nie działa jak powinno. Nic to, zakup poszedł, bo cena stosunkowo niska, jeszcze z obiektywem kitowym, ładowarką, kablem i dwoma akumulatorami, do tego "czyszczony" często.
Problemy zaczęły się po odebraniu sprzętu - aparat wyłączył się po zrobieniu 3 zdjęć (trzecie z flashem) - pomyśleliśmy, że akumulatory padnięte, bo ponoć leżał trochę czasu nieużywany. Okej, aku naładowane, chcemy zacząć działać, a tu kolejny zonk - pada wyświetlacz. Raz biały, raz działa, raz wcale nie odpala. Napisaliśmy do sprzedającej, a ona, że nic nie wiedziała o tym, żeby było coś takiego wcześniej. No nic, to oddałem do lokalnego fotografa, co to się serwisem ima i dobrze mu to idzie, często zamawia bezpośrednio z Sony i daje na robotę gwarancję. On po dwóch tygodniach stwierdził, co następuje:
1. uszkodzenie pokrętła przesłony wynika z zanieczyszczeń, jest prawie zmielone, naprawa będzie konieczna w jakimś czasie bliżej nieokreślonym (pewnie zależnie od użytkowania tegoż, a nie wyobrażam sobie np. manuala bez tego pokrętła) - koszt 180 PLN z wymianą i czyszczeniem;
2. uszkodzenie taśmy flex, konieczna wymiana, tylko serwis Sony - koszt nieznany, orientacyjny strzał 200-300 PLN.
I teraz zaczynają się schody. Gość twierdzi, że uszkodzenie flexa jest na pewno starsze, niż dwu-trzykrotne odchylenie ekranu (sami zrobiliśmy to właśnie te 2-3 razy, żeby sprawdzić działanie po zakupie, po ustawieniu ostatniej pozycji już wyświetlacz był czarny) i musiało to się objawiać jakoś wcześniej, np. przez migotanie wyświetlacza lub inne niestandardowe zachowanie. Po kontakcie ze sprzedającą, która napisała w ogłoszeniu, że aparat ma 40 tys.+ przebiegu profesjonalnych zdjęć (cokolwiek to oznacza), ta po wymianie zdań zgodziła się na zwrot, ale po paru godzinach i "konsultacji z prawnikiem" stwierdziła, że odda pieniądze po odebraniu aparatu (zgoda, tu się nie czepiam niczego), a następnie we własnym zakresie odda aparat do sprawdzenia, czy przy jego otwieraniu i sprawdzaniu środka nie zostało coś uszkodzone.
Pytania są następujące:
1. Jaki może być koszt w serwisie Sony faktyczny? Może ktoś się orientuje? Wiem, że na all.... wyświetlacz z flexem kosztuje niby 60-80 PLN, ale nie bardzo chce mi się wierzyć, że to nowe części są (tak są reklamowane).
2. Czy jest coś jeszcze, co mogę zrobić w tej sprawie, bo nie czujemy się w żaden sposób winni, a jedynie oszukani, miałem już bowiem problemy z taką taśmą, ale w laptopie i wiem, czym to się objawia na długo przed faktycznym i całkowitym padnięciem.
3. Czy drugi serwis może znaleźć cokolwiek na nasze (moje/dziewczyny/fotografa) działanie, które mogłoby być dla nas obciążające kosztowo? Mnie osobiście nie wydaje się, bo aparat jaki był, taki wrócił, włącza się, zdjęcia robi, wszystkie pokrętła i przyciski działają (należycie, poza tym jednym opisanym wyżej).
Dziewczyna kupiła jakiś miesiąc temu aparat Sony A330, używany, na OLX. Sprzedająca napisała, iż aparat jest sprawny za wyjątkiem pokrętła przesłony, które "czasem" nie działa jak powinno. Nic to, zakup poszedł, bo cena stosunkowo niska, jeszcze z obiektywem kitowym, ładowarką, kablem i dwoma akumulatorami, do tego "czyszczony" często.
Problemy zaczęły się po odebraniu sprzętu - aparat wyłączył się po zrobieniu 3 zdjęć (trzecie z flashem) - pomyśleliśmy, że akumulatory padnięte, bo ponoć leżał trochę czasu nieużywany. Okej, aku naładowane, chcemy zacząć działać, a tu kolejny zonk - pada wyświetlacz. Raz biały, raz działa, raz wcale nie odpala. Napisaliśmy do sprzedającej, a ona, że nic nie wiedziała o tym, żeby było coś takiego wcześniej. No nic, to oddałem do lokalnego fotografa, co to się serwisem ima i dobrze mu to idzie, często zamawia bezpośrednio z Sony i daje na robotę gwarancję. On po dwóch tygodniach stwierdził, co następuje:
1. uszkodzenie pokrętła przesłony wynika z zanieczyszczeń, jest prawie zmielone, naprawa będzie konieczna w jakimś czasie bliżej nieokreślonym (pewnie zależnie od użytkowania tegoż, a nie wyobrażam sobie np. manuala bez tego pokrętła) - koszt 180 PLN z wymianą i czyszczeniem;
2. uszkodzenie taśmy flex, konieczna wymiana, tylko serwis Sony - koszt nieznany, orientacyjny strzał 200-300 PLN.
I teraz zaczynają się schody. Gość twierdzi, że uszkodzenie flexa jest na pewno starsze, niż dwu-trzykrotne odchylenie ekranu (sami zrobiliśmy to właśnie te 2-3 razy, żeby sprawdzić działanie po zakupie, po ustawieniu ostatniej pozycji już wyświetlacz był czarny) i musiało to się objawiać jakoś wcześniej, np. przez migotanie wyświetlacza lub inne niestandardowe zachowanie. Po kontakcie ze sprzedającą, która napisała w ogłoszeniu, że aparat ma 40 tys.+ przebiegu profesjonalnych zdjęć (cokolwiek to oznacza), ta po wymianie zdań zgodziła się na zwrot, ale po paru godzinach i "konsultacji z prawnikiem" stwierdziła, że odda pieniądze po odebraniu aparatu (zgoda, tu się nie czepiam niczego), a następnie we własnym zakresie odda aparat do sprawdzenia, czy przy jego otwieraniu i sprawdzaniu środka nie zostało coś uszkodzone.
Pytania są następujące:
1. Jaki może być koszt w serwisie Sony faktyczny? Może ktoś się orientuje? Wiem, że na all.... wyświetlacz z flexem kosztuje niby 60-80 PLN, ale nie bardzo chce mi się wierzyć, że to nowe części są (tak są reklamowane).
2. Czy jest coś jeszcze, co mogę zrobić w tej sprawie, bo nie czujemy się w żaden sposób winni, a jedynie oszukani, miałem już bowiem problemy z taką taśmą, ale w laptopie i wiem, czym to się objawia na długo przed faktycznym i całkowitym padnięciem.
3. Czy drugi serwis może znaleźć cokolwiek na nasze (moje/dziewczyny/fotografa) działanie, które mogłoby być dla nas obciążające kosztowo? Mnie osobiście nie wydaje się, bo aparat jaki był, taki wrócił, włącza się, zdjęcia robi, wszystkie pokrętła i przyciski działają (należycie, poza tym jednym opisanym wyżej).
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire