Witam,
Jak w temacie, ale zdaje sobie sprawę, że Ameryki nie odkryję. Od razu też zaznaczam, że nie dlatego zarejestrowałem się na forum żeby tylko się tu wypłakać. Foto to jedna z moich pasji, chociaż odkryłem ją bardzo późno. Dzisiaj w pewnym sensie jest powiązana z tym czym się zajmuje, ale zawsze podkreślam, że jestem amatorem. Jednym z aparatów które używam jest Sony A 37. Kupiony jako nowy półtora roku temu. Od nowości użytkowany tylko przeze mnie i ani jednego dnia nie spędził w rękach osób trzecich. Całkiem niedawno po zrobieniu zdjęcia wyskoczył komunikat "błąd aparatu" i normalnie umarł, zero reakcji na cokolwiek. Pełna konsternacja, bo to moja pierwsza niespodzianka z tym aparatem. Refleksja przyszła jednak szybko, mam przecież gwarancję, więc zero stresu. Poszperałem trochę w necie i doszedłem do wniosku, że najlepiej wysłać do stolicy do znanego wszystkim serwisu (a do Berlina mam tylko 130 km i dzisiaj przeklinam tę decyzję). Kurier zamówiony, aparat (samo body) spakowany, dołączona podbita gwarancja i faktura. Znając, bo trochę (może nawet więcej) realia serwisowe w opisie zaznaczyłem, ze aparat nigdy nie upadł, ani nie został zamoczony. Na stronie kuriera śledząc status stwierdziłem, że dotarł do serwisu. Do tego momentu było wszystko ok. Na drugi dzień sprawdzam status serwisowy, czytam i oczom nie wierzę "naprawa odpłatna". Oczywiście zaraz dzwonię i słyszę "aparat był rozkręcany przez osoby trzecie, naprawa odpłatna". Rozkręcić to mogę sobie stary uszkodzony obiektyw, o którym piszę w innym wątku, ale żeby to robić ze sprzętem, który ma gwarancję poważnego producenta, to musiałbym być idiotą. Nie jestem. Później zaczęły się dziać dziwne rzeczy ze statusem naprawy, ale jak kogoś to zainteresuje opisze później. Złożyłem reklamacje do firmy Sony i czekam.... Pstrykać mam czym, więc aż tak mi się nie spieszy, ale postanowiłem walczyć. Jakie mam szanse? Nie wiem, ale nie mogę zrozumieć jak serwisant wydając taki werdykt staje się od razu wiarygodny. A klient? Cóż, on już dawno zapłacił, w moim przypadku dużo więcej, bo trochę ich sprzętu mam. Zaznaczam też, że to już nawet nie chodzi o pieniądze, które miałbym zapłacić, ale o fakt i wszystkie dziwne rzeczy które usłyszałem.... cdn pewnie nastąpi. Pozdrawiam wszystkich "Sony posiadaczy" :)
Jak w temacie, ale zdaje sobie sprawę, że Ameryki nie odkryję. Od razu też zaznaczam, że nie dlatego zarejestrowałem się na forum żeby tylko się tu wypłakać. Foto to jedna z moich pasji, chociaż odkryłem ją bardzo późno. Dzisiaj w pewnym sensie jest powiązana z tym czym się zajmuje, ale zawsze podkreślam, że jestem amatorem. Jednym z aparatów które używam jest Sony A 37. Kupiony jako nowy półtora roku temu. Od nowości użytkowany tylko przeze mnie i ani jednego dnia nie spędził w rękach osób trzecich. Całkiem niedawno po zrobieniu zdjęcia wyskoczył komunikat "błąd aparatu" i normalnie umarł, zero reakcji na cokolwiek. Pełna konsternacja, bo to moja pierwsza niespodzianka z tym aparatem. Refleksja przyszła jednak szybko, mam przecież gwarancję, więc zero stresu. Poszperałem trochę w necie i doszedłem do wniosku, że najlepiej wysłać do stolicy do znanego wszystkim serwisu (a do Berlina mam tylko 130 km i dzisiaj przeklinam tę decyzję). Kurier zamówiony, aparat (samo body) spakowany, dołączona podbita gwarancja i faktura. Znając, bo trochę (może nawet więcej) realia serwisowe w opisie zaznaczyłem, ze aparat nigdy nie upadł, ani nie został zamoczony. Na stronie kuriera śledząc status stwierdziłem, że dotarł do serwisu. Do tego momentu było wszystko ok. Na drugi dzień sprawdzam status serwisowy, czytam i oczom nie wierzę "naprawa odpłatna". Oczywiście zaraz dzwonię i słyszę "aparat był rozkręcany przez osoby trzecie, naprawa odpłatna". Rozkręcić to mogę sobie stary uszkodzony obiektyw, o którym piszę w innym wątku, ale żeby to robić ze sprzętem, który ma gwarancję poważnego producenta, to musiałbym być idiotą. Nie jestem. Później zaczęły się dziać dziwne rzeczy ze statusem naprawy, ale jak kogoś to zainteresuje opisze później. Złożyłem reklamacje do firmy Sony i czekam.... Pstrykać mam czym, więc aż tak mi się nie spieszy, ale postanowiłem walczyć. Jakie mam szanse? Nie wiem, ale nie mogę zrozumieć jak serwisant wydając taki werdykt staje się od razu wiarygodny. A klient? Cóż, on już dawno zapłacił, w moim przypadku dużo więcej, bo trochę ich sprzętu mam. Zaznaczam też, że to już nawet nie chodzi o pieniądze, które miałbym zapłacić, ale o fakt i wszystkie dziwne rzeczy które usłyszałem.... cdn pewnie nastąpi. Pozdrawiam wszystkich "Sony posiadaczy" :)
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire