Na fali ostatnich testów/pierwszych wrażeń z użytkowania rozmaitego sprzętu, postanowiłem napisać ten tekst. Mam nadzieję że będzie on pomocny dla ludzi którzy w tej chwili zadają sobie jakż aktualne i powszechne pytanie - "który z tych aparatów wybrać?" W końcu mają one wspólną literkę X w nazwie - co może niektóre osoby zmylić.
Dzięki uprzejmości firmy Fujifilm, która dwadzieścia pięć lat temu wyprodukowała ten aparat, oraz allegrowicza, którego nazwiska nie pamiętam, oraz kilku tysiacom prawnych środków płatniczych w Polsce, otrzymałem na czas jakiś do testów Fuji GX680 Professional. Dzięki uprzejmości pewnego ebayowicza (nazwisko jak wyżej), oraz pewnej sumie prawnych środków prawniczych USA, udało mi się doposażyć aparat w obiektyw Fujinon 180 3.2 GXD. Dzięki uprzejmości kolegi udało mi się doposażyć aparat w wizjer lustrzany (pentalustro, podobne jak w entrylevelowych lustrzankach). Dzięki uprzejmości firmy Sony, i zupełnie za darmo, udało mi się pomacać przez około siedem minut aparat Sony RX10.
W związku z tym czuję się doskonale wykwalifikowany by przeprowadzić poniższe porównanie. Panie, panowie i pozostałe rodzaje, zapraszam na:
Fujifilm GX680 Professional VS Sony Cyber-Shot DSC-RX10
I. Pierwsze wrażenia
Pierwsze wrażenia są znacznie korzystniejsze dla Sony. Fuji jest dość duży, do kieszeni zmieści się tylko osobom wyposażonym w kieszeń, w której normalnie nosi się dziecko. RX10 jest niewielki, tylko nieco większy od Sony A100 z SAL 50 1.4. Nieco większy robi się po włączeniu, no i jeszcze ciut większy (tak góra dwa razy, nic wielkiego) po wysunięciu obiektywu.
Jakość obudowy także przemawia zdecydowanie na korzyść Sony. Aparat jest uszczelniany i zbudowany ze stopów magnezu. Zwarta konstrukcja i brak wystających elementów pozwalają uniknąć wielu zagrożeń które czyhają na użytkownika Fuji - którego obudowa jest wykonana z typowego dla lat 90 ubiegłego wieku, czarnego plastiku, najeżona niebezpiecznymi pokrętłami i gałkami, z delikatnym miechem, który łatwo jest uszkodzić.
Waga również przemawia na korzyść RX10, który waży około 800g - w porównaniu do Fuji - 5kg (z obiektywem). Już sama ta różnica sprawia, że na wyjazd (zwłaszcza np. do Sztokholmu) zabrałbym zdecydowanie Sony.
II. Interfejs i ergonomia.
Tu również górą jest sony. Aparat udostępnia podstawowe działania fotograficzne na pokrętłach sterujących, których jest cztery, oraz kilku przyciskach, których funkcje można w bardzo elastyczny sposób konfigurować. W odróżnieniu od tego, Fuji wyposażone w dziesięć pokręteł, cztery dźwignie i dziesięć przycisków, którym na stałe przypisano określone działania, bez możliwości konfiguracji wydaje się niepotrzebnie skomplikowane.
Ergonomicznie znów przepaść na korzyść Sony - aparat wygodnie trzyma się w ręce, jest zwarty i wygodny. Fuji zasadniczo nie da się utrzymać, zaś fotografowanie z ręki staje się wyzwaniem ponad ludzką miarę.
III. Wizjer.
Bardzo ważną sprawą jest wizjer. Tu Sony także wygrywa w przedbiegach, dzięki dużemu, elektronicznemu wizjerowi, wyposażonemu w rozmaite funkcje, jak peaking, zebra, sztuczny horyzont, nie wspominając o wyświetlaniu kluczowych parametrów, których nie sposób doszukiwać się w prostym pentalustrzanym wizjerze Fuji. Co więcej, standardowa matówka Fuji pozbawiona jest nawet tak prymitywnego wspomagania jak klinowa soczewka.
IV. Autofocus.
Jak uprzednio, palmę pierwszeństwa obejmuje tu Sony. Znakomity, szybki i bezbłędny autofocus umożliwia uchwycenie wszystkich tych ulotnych chwil. W odróżnieniu, Fuji wyposażony w prymitywny mechanizm ostrzenia ręcznego oparty na ruchu przedniego standardu, jest żółwio powolny i nieprecyzyjny. Nie ma nawet peakingu.
V. Jakość obrazu na wysokich czułościach ISO.
I znów prowadzenie obejmuje Sony. 1600ISO to górna granica możliwości Fuji (w niektórych przypadkach rozszerzalna do 3200). Przy tej czułości jakość obrazu jest niewysoka i widoczne jest tzw. ziarno (dla nowoczesnie myślących ludzi - szum). Sony osiąga czułość 12800.
VI. Obiektyw.
Sony wyposażone w fantastyczny zmiennoogniskowy obiektyw legendarnej firmy Zeiss znowu zostawia daleko w tyle Fuji z ciemniejszym i do tego stałoogniskowym szkłem, niebędącym oczywiście szkłem legendarnej firmy Zeiss - nawet takim produkowanym przez Cosinę.
Dodatkowo, dzięki znacznie lepszemu stosunkowi rozmiaru elementu światłoczułego do światłosiły szkła, RX10 z łatwością osiąga głębię ostrości niezbędną, by w przypadku chociażby portretu tradycyjnego, uzyskać ostre zarówno oczy, nos, jak i uszy portretowanej osoby - a także, w razie konieczności wykonania portretu kreatywnego, Wieży Eiffela, którą podtrzymywać w zabawny sposób zdaje się nasz portretowany, bądź Krzywej Wieży w Pizie, którą można np. podpierać. W Sztokholmie na pewno nasza kreatywność pozwoli nam wykorzystać tę zaletę RX10 w trakcie fotografowania np. Zamku Królewskiego.
Dodatkowo duża głębia ostrości pozwoli nam po latach sprawdzić, jakie na przykład dżinsy noszono na początku XXI stulecia - gdyby okazało się że wszystkie te miliardy zdjęć robione rocznie nagle staną się niedostępne oczywiście.
VII. Możliwości kreatywne.
Sony udostępnia nam tutaj całą masę doskonałych opcji, od wykrywania uśmiechu, przez HDR, panoramy, selektywny kolor i wiele wiele innych. Jedyną opcją którą umożliwia Fuji są ruchy przedniego standardu, ale nawet tutaj Sony wygrywa, umożliwiając uzyskiwanie efektów tego typu na gotowych zdjęciach w znacznie prostszy sposób.
VIII. Podsumowanie.
Powyższe porównanie powinno dać nam jasną odpowiedź na pytanie postawione na początku. We wszystkich poruszonych kategoriach zdecydowaną przewagę uzyskuje Sony RX-10. A nie udało się nawet poruszyć tak istotnych dla fotografa kwestii jak kręcenie filmów, czy GPS. Zatem bez dalszego rozwodzenia się nad nieistotnymi sprawami, jak np. fotografie, przyznaję zwycięstwo aparatowi Sony Cyber-shot DSC-RX10. Aparat ten cechuje profesjonalizm, uniwersalność, jakość, szybkość, wygodę, wytrzymałość oraz inne -ości niespotykane dotąd w urządzeniu z dodatkową opcją fotografowania.
IX. Zdjęcia przykładowe.
Zdjęć przykładowych nie będzie, bo też nie są one szczególnie istotne dla osób kupujących aparat. Warto jedynie wspomnieć, że znacznie łatwiej będzie schwytać grę świateł na dachach ośnieżonych o świcie po drodze na dworzec kolejowy aparatem Sony niż Fuji.
Dzięki uprzejmości firmy Fujifilm, która dwadzieścia pięć lat temu wyprodukowała ten aparat, oraz allegrowicza, którego nazwiska nie pamiętam, oraz kilku tysiacom prawnych środków płatniczych w Polsce, otrzymałem na czas jakiś do testów Fuji GX680 Professional. Dzięki uprzejmości pewnego ebayowicza (nazwisko jak wyżej), oraz pewnej sumie prawnych środków prawniczych USA, udało mi się doposażyć aparat w obiektyw Fujinon 180 3.2 GXD. Dzięki uprzejmości kolegi udało mi się doposażyć aparat w wizjer lustrzany (pentalustro, podobne jak w entrylevelowych lustrzankach). Dzięki uprzejmości firmy Sony, i zupełnie za darmo, udało mi się pomacać przez około siedem minut aparat Sony RX10.
W związku z tym czuję się doskonale wykwalifikowany by przeprowadzić poniższe porównanie. Panie, panowie i pozostałe rodzaje, zapraszam na:
Fujifilm GX680 Professional VS Sony Cyber-Shot DSC-RX10
I. Pierwsze wrażenia
Pierwsze wrażenia są znacznie korzystniejsze dla Sony. Fuji jest dość duży, do kieszeni zmieści się tylko osobom wyposażonym w kieszeń, w której normalnie nosi się dziecko. RX10 jest niewielki, tylko nieco większy od Sony A100 z SAL 50 1.4. Nieco większy robi się po włączeniu, no i jeszcze ciut większy (tak góra dwa razy, nic wielkiego) po wysunięciu obiektywu.
Jakość obudowy także przemawia zdecydowanie na korzyść Sony. Aparat jest uszczelniany i zbudowany ze stopów magnezu. Zwarta konstrukcja i brak wystających elementów pozwalają uniknąć wielu zagrożeń które czyhają na użytkownika Fuji - którego obudowa jest wykonana z typowego dla lat 90 ubiegłego wieku, czarnego plastiku, najeżona niebezpiecznymi pokrętłami i gałkami, z delikatnym miechem, który łatwo jest uszkodzić.
Waga również przemawia na korzyść RX10, który waży około 800g - w porównaniu do Fuji - 5kg (z obiektywem). Już sama ta różnica sprawia, że na wyjazd (zwłaszcza np. do Sztokholmu) zabrałbym zdecydowanie Sony.
II. Interfejs i ergonomia.
Tu również górą jest sony. Aparat udostępnia podstawowe działania fotograficzne na pokrętłach sterujących, których jest cztery, oraz kilku przyciskach, których funkcje można w bardzo elastyczny sposób konfigurować. W odróżnieniu od tego, Fuji wyposażone w dziesięć pokręteł, cztery dźwignie i dziesięć przycisków, którym na stałe przypisano określone działania, bez możliwości konfiguracji wydaje się niepotrzebnie skomplikowane.
Ergonomicznie znów przepaść na korzyść Sony - aparat wygodnie trzyma się w ręce, jest zwarty i wygodny. Fuji zasadniczo nie da się utrzymać, zaś fotografowanie z ręki staje się wyzwaniem ponad ludzką miarę.
III. Wizjer.
Bardzo ważną sprawą jest wizjer. Tu Sony także wygrywa w przedbiegach, dzięki dużemu, elektronicznemu wizjerowi, wyposażonemu w rozmaite funkcje, jak peaking, zebra, sztuczny horyzont, nie wspominając o wyświetlaniu kluczowych parametrów, których nie sposób doszukiwać się w prostym pentalustrzanym wizjerze Fuji. Co więcej, standardowa matówka Fuji pozbawiona jest nawet tak prymitywnego wspomagania jak klinowa soczewka.
IV. Autofocus.
Jak uprzednio, palmę pierwszeństwa obejmuje tu Sony. Znakomity, szybki i bezbłędny autofocus umożliwia uchwycenie wszystkich tych ulotnych chwil. W odróżnieniu, Fuji wyposażony w prymitywny mechanizm ostrzenia ręcznego oparty na ruchu przedniego standardu, jest żółwio powolny i nieprecyzyjny. Nie ma nawet peakingu.
V. Jakość obrazu na wysokich czułościach ISO.
I znów prowadzenie obejmuje Sony. 1600ISO to górna granica możliwości Fuji (w niektórych przypadkach rozszerzalna do 3200). Przy tej czułości jakość obrazu jest niewysoka i widoczne jest tzw. ziarno (dla nowoczesnie myślących ludzi - szum). Sony osiąga czułość 12800.
VI. Obiektyw.
Sony wyposażone w fantastyczny zmiennoogniskowy obiektyw legendarnej firmy Zeiss znowu zostawia daleko w tyle Fuji z ciemniejszym i do tego stałoogniskowym szkłem, niebędącym oczywiście szkłem legendarnej firmy Zeiss - nawet takim produkowanym przez Cosinę.
Dodatkowo, dzięki znacznie lepszemu stosunkowi rozmiaru elementu światłoczułego do światłosiły szkła, RX10 z łatwością osiąga głębię ostrości niezbędną, by w przypadku chociażby portretu tradycyjnego, uzyskać ostre zarówno oczy, nos, jak i uszy portretowanej osoby - a także, w razie konieczności wykonania portretu kreatywnego, Wieży Eiffela, którą podtrzymywać w zabawny sposób zdaje się nasz portretowany, bądź Krzywej Wieży w Pizie, którą można np. podpierać. W Sztokholmie na pewno nasza kreatywność pozwoli nam wykorzystać tę zaletę RX10 w trakcie fotografowania np. Zamku Królewskiego.
Dodatkowo duża głębia ostrości pozwoli nam po latach sprawdzić, jakie na przykład dżinsy noszono na początku XXI stulecia - gdyby okazało się że wszystkie te miliardy zdjęć robione rocznie nagle staną się niedostępne oczywiście.
VII. Możliwości kreatywne.
Sony udostępnia nam tutaj całą masę doskonałych opcji, od wykrywania uśmiechu, przez HDR, panoramy, selektywny kolor i wiele wiele innych. Jedyną opcją którą umożliwia Fuji są ruchy przedniego standardu, ale nawet tutaj Sony wygrywa, umożliwiając uzyskiwanie efektów tego typu na gotowych zdjęciach w znacznie prostszy sposób.
VIII. Podsumowanie.
Powyższe porównanie powinno dać nam jasną odpowiedź na pytanie postawione na początku. We wszystkich poruszonych kategoriach zdecydowaną przewagę uzyskuje Sony RX-10. A nie udało się nawet poruszyć tak istotnych dla fotografa kwestii jak kręcenie filmów, czy GPS. Zatem bez dalszego rozwodzenia się nad nieistotnymi sprawami, jak np. fotografie, przyznaję zwycięstwo aparatowi Sony Cyber-shot DSC-RX10. Aparat ten cechuje profesjonalizm, uniwersalność, jakość, szybkość, wygodę, wytrzymałość oraz inne -ości niespotykane dotąd w urządzeniu z dodatkową opcją fotografowania.
IX. Zdjęcia przykładowe.
Zdjęć przykładowych nie będzie, bo też nie są one szczególnie istotne dla osób kupujących aparat. Warto jedynie wspomnieć, że znacznie łatwiej będzie schwytać grę świateł na dachach ośnieżonych o świcie po drodze na dworzec kolejowy aparatem Sony niż Fuji.
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire