Takie mnie refleksje nachodzą, ponieważ nuda sakramencka w związku z brakiem obiektów przyrodniczych do focenia... Szperam po różnych forach i poczytuję sobie między innymi o obiektywach M42 i ich wykorzystaniu w makro chodzi mi o makro w terenie. Czy wysiłek włożony w użycie obiektywów z gwintem M42 jest zasadny i czy w jakimkolwiek działaniu (poza zastosowaniem wyciągu mieszka i skrajnie ekstremalnych zbliżeń studyjnych) przewyższa zastosowanie szkieł z AF.....?? Czy warto posiadając systemowe makro np 50 tki czy setkę makro Sony/Minolta warto zabawić się w próby makro z użyciem M42? Zakupić mieszek i powiedzmy Industara czy Wołnę tudzież Takumara i angażować się w próby użycia tego w terenie z mieszkiem czy pierścieniami pośrednimi? Zdaje sobie sprawę, że nie każdego stać na systemowe stałki AF, ale czy warto obciążać się jeszcze manualami czy raczej starać się wycisnąć wszystko z ze szkieł AF plus konwerter Raynox ewentualnie odwrotne mocowanie... Może jakaś odmiana by się przydała, zwłaszcza, że można kupić taki ,,zestaw" za zdecydowanie niewysoką sumkę w granicach 500 złotych, tylko czy warto ? Fotki studyjne mnie nie kręcą a teren to teren, trzeba dźwigać, ustawiać, doświetlać co nie zawsze jest łatwe i w przypadku AF a co dopiero z takimi cymeliami, chociaż trochę to kusi, jakaś odmiana.....Macie Państwo jakieś pomysły??
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire